środa, 01 lutego 2012
Umarł król, niech żyje król
Oto nie posiadamy już żadnego noblisty. Przykre, prawda?
Umrzeć - tego nie robi się kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane. I wieczorami lampa już nie świeci. Słychać kroki na schodach, ale to nie te. Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła. Coś się tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno. Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma. Do wszystkich szaf się zajrzało. Przez półki przebiegło. Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. Co więcej jest do zrobienia. Spać i czekać. Niech no on tylko wróci, niech no się pokaże. Już on się dowie, że tak z kotem nie można. Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. I żadnych skoków pisków na początek

Czas na mnie:)
środa, 06 lipca 2011
Ilse i świat maskotek

Jasmin mogłaby być nazwana Lolitą naszych czasów a Chrzciciel Humbertem,gdyby nie fakt, że Anja nie jest Vladimirem. Na tym refleksję nad książką w zasadzie mogłbym zakończyć.Bohaterka świata maskotek na nieszczęście nasze jest swoistym symbolem młodych dziewcząt, żyjacych w czasch generacji nic i będących reprezentantami pokolenia nadmiaru. Wiecie, że "Europa" oznacza "ciemność"?
Lolita również stanowiła taki symbol, tyle że konsumpcjonizmu amerykańskiego lat 50.
A Humbert był pedofilem wyłamującym się po za ramy, nie był farmerem sodomita- ku rozpaczy wielkiej wydawców. wedlug współczesnej etiologii pedoflilii nie jest dobrym kandydatem na hłostę. Pomijając fakt że owszem jego rozwój psychoseksualny zatrzymał się w wieku dojrzewania, nie był dzieckiem molestwoanym. A to nadal jest wazne kryterium diagnostyczne. Nie miał obniżonego IQ w sferze werbalnej, nie powiedizałbym że miał problemy z koncentracją. Nie wiemy nic o jego hipokarpie ani o metablozimie glukozy w czołowych i skroniowych częściach kory. Czemu więc wszyscy uparcie go diagnozują? Za mało danych!
Chciciel to równiz ciekawy czlowiek- również profesor, wszechstronnie wykształcony, z interesującymi obsesjami. w swoich nocnych rojeniach często prowadził rozmowy z Nabokovem. Trzymał swoje dziewczynki z zamknięciu i poddawał jej rytualnym oczyszczeniom.
Relacja Jasmin i Chrzciciela jest równie niejasna jak relacja Humbera z Lolitą.

Ostatnio wpadła mi w ręce też "Alicja w krainie rzeczywistosci" napisana drentwo ale prezentujaca interesujacą historię. Szkoda że w tak ugrzeczniony sposób.
Ps. Ide sie pakować.
Ps.2 potrzebuję jakiejś interesujacej książki z motywem lolity najlepiej.
poniedziałek, 23 maja 2011
You can touch, you can play
If you say: "I'm always yours"

Głębokie przesłanie płynące z najdurniejszej i najinfantylniejszej piosenki lat 90. wszystkie jesteśmy lalkami. Jeżeli tylko dasz nam przekonanie, że zawsze będzie, że kochasz, że tylko dla mnie, możesz zrobić wszystko.
Cieszę się, że jestem tego świadoma.
wtorek, 03 maja 2011
Wszak...

Wszak nie palimy tych samych papierosów, nie musimy iść razem do łóżka..
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Pisz staranniej. Myśl o tym, co piszesz.
Przyszedł wyrok z wydawnictwa Pana Jana. "Ogród nimfetek" będzie kontynuowany i będzie publikowany. Problem w tym iż wiosenny szał dostarcza mi tyle dystraktorów, czochra mi i tak chaotyczne myśli... że nie wiem jak to ze mną i moimi nimfetkami będzie

piątek, 11 lutego 2011
Módlcie się za Ilse
Módlcie się za Ilse Floks, bo oto wysłała pierwszą część swojego dzieła do wydawnictwa. Swoją drogą to cud, że udało mi się odnaleźć mojego mentora- Pana Jana poznałam mając 12 lat i był pierwszym i ostatnim redaktorem, który czytał moje twory, miał anielsą cierpliwość do mojej grafomanii. Teraz, po latach wytropiłam go i proszę- ma własne wydawnictwo. To proszę bardzo, Pana ulubiona siksa znowu ma coś do poczytania:P

Sądna godzina nastąpi za 45 dni & then ilse floks go to Nobel:P
czwartek, 20 stycznia 2011
Borderline
Korespondencja mojej matki, z moją kuzynką zaowocowała diagnozą. Nie wiem czemu wszyscy tak kochają mnie diagnozować. Jak na podstawie reacji osoby trzeciej można wysnuć tak dobitne podejrzenie? Tylko mnie wkurwiły. Teraz napewno do niej nie pojade.

Poza 3 miesięcznym wakacjami na Sobieskiego miałam przyjemnośc chodzić do jednej takiej pani specjalizujacej sie w jebaniu ludziom w głowach. Była bardzo zabawna. Naiwna jak dziecko i całkowicie pozbawiona naturalnych odruchów. Jej wystudiowana empatia doprowadzała mnie do szału. Zdiagnozowałam ją przy pierwszym spotkaniu. Podeszłam do niej z ufnością a jej mina odpowiedziała mi "bierzesz mnie za kogos kto nie ma tego w dupie'. Tak więc już przy trzecim spotakniu miałam cały wachlarz zaburzeń afetywnych. Zaczęło się oczywiście od depresji. Więc przy następnym spotkaniu ćwierkałam jak mały skowronek narkoman. Pani była zachwycona podwyzszonym nastrojem. Postanowiłam w jej oczch stać sie nowym Kurtem Cobainem tudzież Bethovenem. Trochę czasu zajęło jej wysnucie z oczywistych symulowanych objawów mądrych wniosków. Uszczęśliwiona takim wyrokiem, zaczęłam jeszcze bardziej podkręcać jej entuzjazm co do mojego "przypadku". Przeszłam więc do zaburzeń z grupy C. wyczytałm w jakieś ksiażce o dzieczynce całującej klamki. Spodobało mi się to i od tamtej pory byłam obsesyjno kompulsywna. Już miałam przejsc do zaburzeń schizoidalnych, bo dowiedziałam sie ze takowe sia dziedziczne a w mojej rodzinie czubków nie brakuje, więc Pani dr. łyknęła by to jak młody pelikan. Zabawa skończyłą się po dwuch miesiącach, kiedy matka nieopacznie zerkneła do mojej karty kiedy ją odierała z recepcji. wkurwiłą sie niebotycznie. Pani Speedochiatra oczywiście ją obarczała wina za moje problemy pscyhiczne, a moja mataka wiedziała że od najmłodszych lat upatruje sobie jkąś perwersyjna przyjemność z robienia z ludzi idiotów. (Już w piaskownicy za pomocą bogato objaśnionych wykresów na piachu przekonaąłm większą część dzieci z osiedla że za półtorej miesiaca nastapi koniec świata) Matka więcej nie posłała mnie do tej usmiechajacej sie Pani. Nabyłam wiec niebywałą wiedze w kwestii udawania pierdolniętej (wiem nawet co trzeba mówić przy teście Rorshaka, a tu wiadomo, żadnych oczywistych standardów nie ma) A tu taka niespodzianka... Ktoś próbuje mnie pokryjomu diagnozować.
niedziela, 19 grudnia 2010
Rozmowa z kotem
Dzisiejszej nocy przyśnił mi sie kot. Rozmawiałam z nim jak Pan Nakata w "Kafce nad morzem".
Zobaczyłąm go na balkonie jakiegos bloku. Na parterze. Podeszłam do niego i zapytałam uprzejmie czy mogę go poglaskać. Kot podszedł, nastawił się do pieszczot. Miał bardzo zniszczone futerko, nie takie piękne jak mój belzebub. Pręgowany, wpadajacy w szarosć odcień- taki miał kolor. Zaczęliśmy rozmawiać. Przedstawił się jako "Koral". Był bardzo smutny. Bał się o swój los. Powiedział mi, że niebawem wrócą jego właściciele i że maja go gdzies zabrać- tak mu obiecali. Koral bał się, że chcą go zabrać do schroniska. Opowiadał, że nawet mniej je, żeby nie być dla włscicieli zbyt kosztowny. Powiedział też, że tak naprawdę to nie jest "ich" kotem, tylko ich córki, a ona od niedawna nieżyje. Opowiedział o jej chorobie, o śmierci.

Jak ktoś mądry niech mi walnie interpretację, tegoż snu.
Żyć mi to nie daje. Teraz chodzę i szukam biednego Korala:(
czwartek, 16 grudnia 2010
Ale bym go....

Ale bym go...
piątek, 10 grudnia 2010
Inne
Zawsze, gdy na mnie spojrzysz, Wiedz: Że jestem smutny nie dlatego (Dla czegokolwiek O czym pomyśleć możesz), Ale dla czegoś innego, Dalekiego, Czym ty się nigdy nie trwożysz.

Umrę ci kiedyś. Oczy mi zamkniesz. I wtedy — swoje Smutne, zdziwione, Bardzo otworzysz.
środa, 10 listopada 2010
Apel
Skoro 1012 osób tygodniowo odwiedza tego bloga, to może ktoś z nich mógłby mi sie przysłóżyć... Nie, nie jest to niemoralna propozycja:) ...
Od kilku lat szukam tego filmu:

polski tytuł to "dom zagubionych dusz". Jest naprawde cudny. Oglądałam go jako gówniara z mamusią w TV. Od tamtej pory ani widu ani słychu.
Za tem, ktokolwiek widział ktokolwiek wie!!!!
piątek, 05 listopada 2010
Odgadnę...
"Odgadnę każdą utajoną myśl
A duszę swą na wylot znam"
tak mi się dzis pomyślalo, gdy mi się myślało o różnych kwestiach zwiazanych z moją rosnącą paranoją, że najlepszym sposobem na zrozumienie drugiej istoty jest dopatrzenie w niej części wspólnych z nami samymi. To zrozumienie niesie za sobą oczywiste konsekwencje. Nienawidzisz kogoś z jakiegoś powodu a w pewnym momecie dochodzi do ciebie, że nienawidzisz za to podobienstwo do siebie. Tak, po świecie chodzi cała masa naszych sobowtórów (sobowtórów w nabokovskim tego motywu znaczeniu) i ziejemy do nich ogniem.
a tak po za tym, to jedyne co mnie trzyma przy życiu to chora ciekawość, kiedy mi do końca odpierdoli:)
sobota, 30 października 2010
Pan od matematyki, Ilse Floks show i amerykańscy idioci
Coś, co dla jedych jest darem - dla innych jest przekleństwem. Brzmi to jak wyświechtany brecht, ale defakto tak właśnie się dzieje, tak właśnie czuje się ktoś, kto posiada dość kłopotliwą zdolność. W moim przypadku jest to bezbłędne wyczuwanie ludzkich słabości. nie muszę nawet człowieka znać, żeby móc go skutecznie upokorzyć i wywlec na swiatlo dzienne coś, o czym mogą nie wiedzieć nawet jego najbliżsi. Nie wiem skąd mi się to bierze. Na poczatku odczytywalam to jako złośliwość. Zwykłą ludzką podłość. Jestem wredna, nie przepadam za gatunkiem ludzkim, więc paplam co mi ślina na język przyniesie, żeby im pokazac jak bardzo nimi gardzę. Jednak z biegiem czasu odkryłam, że wy tym co mówię nie ma żadnej przypadkowości. Oczywiście ma to też dobre strony. W końcu żyjac między ludzmi czasem musze ich do czegos uzyć. I wiem co zrobić, aby oni zrobili to czego ja chce. nie wiem skąd wzięła mi sie taka refleksja. Może dlatego, że pare dni temu użyłam tego "czegoś" w stosunku do kogoś kto na to nie zasłużył. Tak bynajmniej myślę. W końcu nie znałam tego człowieka. Teraz staram się wmówić sobie, że może jednak na to zasłużył, jeśli nie teraz to może kiedyś jeszcze zasluży. w końcu nic nie dzieje sie bez powodu. Jeśli cos kaze mi mówić takie rzeczy to pewnie ma w tym cel. Nieważe.
W szkole objawił nam się nowy matematyk. Trochę kowboj, trochę intelektualista. Zasypałam go w czasie przerwy masą niedorzecznych pytań na temat matematyki fraktalnej, fraktali piękna itp. Jego wiedza na ten temat nieco mnie rozczarowała, ale wszystko mu byłam w stanie wybaczyć dla jego paska. Pisałam już, że mam trochę (...) na temat meskich pasków u spodni:) Zawstydził się trochę swoją niewiedzą przed 17 letnią siksą, (ładną siksą) i teraz tylko muszę utwiedzic go w przekonaniu jak bardzo różnię się od reszty dziewczątek i zasugerować mu co w zwiasku z tym moze się wydarzyć:)

Na początku września dostalismy (też) nowego patrona:) szkoły. Przy okazji weszliśmy w dupe kilku amerykanom, wybierajac na patrona bohatera "obu narodów" w tej okazji odbyła się mała impreza i zaszyciło nas kilku buców z ambasady czy skąd oni tam byli. Dyrektorka liczyła, że wyrobi sobie chody u delagatów i ulatwi to sprawę wymian uczniowskich i już w przyszłym roku kilku naszych wybędzie gdzieś na amerykańska prerię. Mieliśmy przygotowac występ. Jako najwieksza szkolna aferzystka musiałam wykorzystać tą szkopkę dla ogłoszenia mojego wielkiego powrotu. Głównym zamysłem był wystep wokalno taneczny w amerykańskicm stylu. Na cześć naszych gości.Tak zdecydował dyrektorka a resztę powierzyła uczniom. nie jestem zwolenniczką amerykańskiej polityki konsumpcyjnej więc pomyślałam, że zabawnie będzie jeśli im ten pogląd unaocznie. Przy okazji mogłam trochę odpocząc od nękania nowego matematyka. To, że obrałam go sobie za cel było już ustalone. Długo rozymślałam nad repertuarem, aż pewnego dnia podczas smetnej imprezy osiemnastkowej kolegi usłyszłam pewniem stary happy punkowy kawałek, który pasował mi tu idealnie. Z resztą poszło juz gładko. Zaangarzowałam chłopców z matematycznej żeby robili mi za mój band. Ze składiku kółka teatralnego wywlekłam stroje w które przyodziałam moje tancerki i tancerzy, nie obszło się bez przeróbek, moja choreografia wymagała trochę zachodu... Podczas gdy elitarne kułko szkolnych dupowłazów adorowało przybyłeych gości recytowaniem hymnów pochwalnych na cześć naszego bohatera/ patrona, ja przyodziewałam za "kulisami" strój ala nowojorska szmata. Do ostaniej chwili trzymalismy dyrektorke i spółkę w nieziedzy. ustaliłam z uczniami aby w razie sprzeciwów otoczyli scenę żywym murem.
Na secenie zjawili się "moi" chłopcy odziani w talibskie/talibańskie turbany zrobione z amerykańskich flag i skromna ja. Na słowa " Don't want to by an american idiot" dało wyczuć się spore poruszenie w rzędach zajętych przez nauczycieli i gości. W refrnie wkroczyło na scenę kilka dziewczątek ubranych jak rasowe pin up girls, a jeszcze później dołączyli do nich chłopcy w mundurach przerobionych na amerykańskie z czasów wojny w wietnamie (wiadomo że w tych trudych czasach amerykanom towarzyszyło wspomnienie o słotkich pin up girls) dla wszystkich nie starczyło mundurów wiec reszte wystroiła w kostiumy amerykanskcih lotniów, takich jak ci od bomby w hiroszimie i nagasaki. Uczniowie czynili radosne pogo po sceną.Co było nie na miejscu, rzecz jasna i o to chodziło. Było wiecej niż pewne, że nauczyciele będą próbowali przerwać występ, spodziewałam sie totalnego agmagedonu, ale nic sie nie stało. Między gronem pedagogicznym rozegrała się drobna bitewka: po jednej stronie frontu zwolenniecy show ilse floks a po drugiej ci którzy chcieli nas ściagnać ze scey i spalic na stosie. W efekcie dotwaliśmy do końca. Szaleństwo, gromkie oklaski i nawet amerykanie pomimo lekkiego zarzenowania wyglądali na rozbawionych. Kiedy poszłam sie przebierać dopadla do mnie dyrektorka, wygladąła jakby chciała wyrwac mi głowę z karku. Krzyczał coś o zaufaniu i szansie... Wtedy wkroczyli "American idiot" , jeden z nich rzekł, że jest pod wrażeniem. Z jego wypowiedzi wywniosowałam że obrócili wszystko w żart i gratulowali nam... hym...kreatywności. Miałam powiedzieć że tylko przedstawiliśmy ich rzeczywistośc widzianą naszymi oczyma, a kreatywnosć to nie odtwarzanie a tworzenie, ale skoro dyrektorka nas nie zaiwsi, to chyba nie ma po co się pogrążać:) Następnego dnia na korytarzu podszedł do mnie pan od matematyki.
- Świetny występ. Taki polityczny.- Wyszczerzył zębiska. - tylko twój akcent, ech ... zgroza:) - Jeszcze szerszy uśmiech.
Trwałam z opadem dolnej szczęki, a kowboj kierował sie do pokoju nauczycielskiego. To była jego osobista zemsta za matematykę fraktalną... Dobrze rześ jest taki zaczepny- pomyślałam- to doda trochę pikanterii całej sprawie.

czwartek, 12 sierpnia 2010
Opowieść erotyczna
„Wiadomo było wszystkim w miasteczku, że mała Kunni jest czarownicą. Niektórzy twierdzili nawet, że została poczęta w przeklętym związku matki z synem. Jej brat Wilhelm, ten niby ojciec, trzynaście lat starszy od Kunni, był od urodzenia całkiem łysy i uchodził za mądrego. W dzień nigdy nie zaszczycił Kunni nawet spojrzeniem, w nocy czuła czasami obok siebie jego ostry zapach i dotyk chropawego, pokrytego wrzodami i włosami ciała. Rany Wilhelma wciąż się jątrzyły, i nawet matka, po której Kunni odziedziczyła zdolność leczenia, nie umiała znaleźć na to lekarstwa. Dusiła się z tego strasznego smrodu, ale brat czy ojciec, naprawdę tego nie wiedziała, nie bił jej i nie robił żadnej krzywdy. To, co się z nią działo w nocy, traktowała w dzień jako rodzaj snu: starała się nie pamiętać i nie myśleć o lepkich ranach dotykających jej ciała. Dziwiło ją, że nie zaraziła się jeszcze rodzinną chorobą. Co do pieszczot, palce Willa były delikatne i miękkie jak chleb z białej mąki, lecz w ogóle nie pamięta, kiedy brat zbliżył się do niej po raz pierwszy. Tak było od zawsze, nie miała powodu przypuszczać, że jest w tym coś złego albo że może być inaczej. (...) Wiele się zmieniło, gdy do rodziny przystał ślepy żebrak. Przywędrował do Bambergu z dalekiego świata. (...) Któregoś dnia o zmierzchu, po powrocie z żebraniny, Łazarz przywołał do siebie Kunni.
– Podejdź do mnie, chcę cię zobaczyć – powiedział.
– Przecież ty nie masz oczu – zaśmiała się dziewczynka.
– Przybliż się. Mam rozum i ręce, które widzą, to wystarczy. (...)
Łazarz siedział na trójkątnym zydlu. Kostur oparł o ścianę. Kunni posłusznie podeszła tak blisko, jak chciał. Stanęła między jego potężnymi udami. Ścisnął ją lekko i przyciągnął do szerokiej piersi. Położył ręce na czubku jej głowy, na miękkich białych włosach.
– Włosy jak najdelikatniejsza przędza. – Przesunął dłoń na czoło i badał jego wysoką wypukłość. (...)
– Spiczasta broda, wysunięta trochę w przód, oznacza siłę, a ty będziesz potrzebowała
siły. (...)
Uczuła gładkość własnej twarzy, gdy palce Łazarza wędrowały policzkami w kierunku ust. (...)
– Tak, tak, duże usta, muszą być mocno czerwone... Czy są mocno czerwone?
– Jak najczerwieńsza krew – odszepnęła.
Gdy wskazujący palec wsunął między drobne zęby Kunni, zadrżała nagle i ugryzła go.
– Takie powinna mieć zęby ta, o której myślę, ostre, żeby gryźć, gdy zajdzie potrzeba.
– Trzymając palec lewej ręki między jej zębami, prawą dotykał szyi.
– Długa i cienka, musi się napracować, żeby utrzymać głowę, zielona łodyga też się męczy, aby utrzymać kwiat, prosto noś główkę, dumnie trzymaj... (...)
Zsunął suknię z jej ramion i jego obie ręce spoczęły na piersiach Kunni. Małe, lecz już całkiem wyraźnie zaznaczone piersi zniknęły całkiem pod dużymi dłońmi.
– Są twarde jak trzeba i miękkie jak trzeba. – Unosił je i pieścił kolistymi ruchami.Kunni nie mogła się ruszyć. Ślepiec wziął w usta stwardniałą brodawkę i ssał powoli, jakby to był migdałek smażony w miodzie. Zapadała ciemność, a on wciąż podawał swym wysuniętym ustom różowe paciorki brodawek, raz jedną, raz drugą, raz jedną, raz drugą. Kunni dwa razy podczas tego poznawania własnego ciała doznała uczucia niepodobnego do niczego, co ją w życiu spotkało. Złote mrówki szeroką procesją spacerowały po jej ciele, od czubka głowy aż po palce u nóg. Słodkie mrowienie trwało przez cały czas, od momentu pierwszego dotknięcia Łazarza aż do ssania jej brodawek. Dwa razy, po raz pierwszy, gdy włożył palec do jej ust, po raz drugi, gdy przygryzał delikatnie brodawkę, Kunni zesztywniała, zatrzymując w sobie czas. (...)
– Teraz możesz pójść na spoczynek – powiedział ślepiec. – Jutro dokończymy
oględzin, poznałaś dziś pierwszy stopień rozkoszy, przez kolejne dni poznasz następne."

poniedziałek, 26 lipca 2010
Czy...
Czy opublikowanie tu fragmentu mojego genialnego dzieła przyniesie mi pecha i zakończy literackie bóle porodowe? czy też może fakt iż rzuciałam wam coś na porzarcie zmotywuje mnie do dalszych "parć" na papier?

a w weekend go to the village i wilkie jebanie. Mrau:)
piątek, 02 lipca 2010
Obiekt seksualny
Poszukiwłam jakiegos interesujacego serialu z jak największą iloscią dostępnych w necie sezonów w ramach zastępstwa dla moich "Desperate Housewives" (6 sezon dopiero we wrześniu) i co znalazłam? Nowy obiekt mojej namiętności.

...i przysznic wraca do łask:)
ps. Trochę się naszukałam zdjęcia w odpowieniej koszuli.
Zrodziło to we mnie trochę refleksji na temat męskich kanonów piękna oczami współczesnej nastolatki.... Nie, nie obawiajcie się, nie zamierzam dodawac tu zdjecia wymoczkowatego Pasztecika (Patty - znaczy pasztecik co nasówa oczywiste skojarzenie z...) może jak Pasztecik nieco podrośnie, zgubi trochę pierza na głowie, urosną mu jajca, wykielkuje zarodek mózgu...
Coś się dzis dzieje na mieście... A ja muszę iść do mojego Casanovy. Będę patrzeć w jego neibieskie oczy i snuć plan w związku z uwiedzeniem jakiegoś doktora medycyny, gdy już się na nią dostęnę. A dostanę się. Techniczyny ołówek w dupce nie wchodzi w grę.
środa, 23 czerwca 2010
Nie obchodzi mnie, czy mnie lubisz Nie podążaj za mną, bo się zgubisz.
Wakacje!!!

Czyli Białe Sukienki. Przywiozłam ich trochę z Palermo. Przywiozłam też nieziemskiego kaca. Pobyt u ojca zawsze się tak kończy. Zostawia mnie samą na trzy dni, a ja wypijam mu pół barku. Ma barek, z którego nie kożysta. Nie pali, nie pije. Chce żyć wiecznie. I prawdopodobnie było by to możliwe, gdyby nie choroby weneryczne. Z jego podejściem to one stanowią najwieksze zagrożenie:P
Tauś przywiózł sobie z Cypru Monikę. Monika mieskzała w polsce, studiowała sobie jakąś tam pedagogikę, ale pewnego dnia pierdolnęła ją genialna myśl, że nie jest to droga, którą chce podążać, więc sprzedała kota i wyjechała na Cypr robić drinki przy plaży. Spotkała mojego ojca i już nie musi sprzedawać drinków (i dupy- to moja osobista uwaga). Przez dwa dni strzelała gromy oczyma w moją stronę, przez dlugość basenu. Ja z jednej strony, ona z drugiej. Nie odezwała sie do mne ani słowem. Z resztą jak nikt w tym domu. Monika wziłęła mnie za nową dupe ojca. Nikt jej biednej nie uświadomił, żem jest jego latoroślą jedyną (chociaż tu nigdy nie wiadmo ile jego dzieci po swiecie biega). Dopiero gdy tata wócił trzeciego dnia mojego pobytu, dokonał prezzentacji.
W czasie czterech dni zdążyłam się z nim dwa razy pokłucić. Poszło oczywiscie o studia. Mówiłam mu, że nie pójde na żadną jebaną architekturę, prędzej wsadze sobie w dupke zaostrzony ołówek techniczny. W czasie kłótni ojciec zawsze płynnie przechodzi na angielski. Nie wiem czemu. Nasz ojczysty jezyk jest tak ekspresyjny, bogaty w kurwy chuje i rózne odmiany słowa "pierdolić". a na koniec przechodiz na włoski i tym sposobem wygrywa batalaie, bo rozumiem co czwarte słowo.
Liczyłam na rozrywke w osobie Nicoli. Ale go niefartownie nie było w Palermo. I pewnei długo nie bedzie. W tym roku zaczął studia na Srorbonie. Nie wiem, czy wiecie, ale na Sorbonę jest sie łatwiej dostać niż na nasze plebejskie UW:) niestety szybko wpakowął sie w drobne kłopoty. I wyleciał. Jego ojcieć - a najlepszy przyjaciel mego ojca postanowił zafundowac mu zesłanie do peruwiańskiej dżungi, by tam przemyślała swoje piorytety. Ich firma coś tam buduje nieopodal i robole są im potrzebni. Prawdopodobnie mój biedny Nicola będzie pokutował w Selvi do rozpoczecia nowego semestru... A myślałam, że go bzyknę... jak za starych, dobrych czasów. Taki powrót do korzeni - można rzec. To nawet nie zdrada.
poniedziałek, 03 maja 2010
pospolita kurwa or long weekend u tatusia
Jak Ken i Barbi na imprezę wpadli...
W ciuchy za trzy moje wypłaty poubierani
odjebani
i jak zostawił na parkingu nowe audi
Ma już 3 tygodnie: mówi, że jest stare
No i trochę dużo pali
W poniedziałek kupi sobie porshe białe
tuningowane tak, że będzie rwało asfalt
Zobaczycie Kena w zajebistym cacku w centrum miasta
Jak kręci blachary
Nie oprze się mu żadna laska
Jazda w kółko
krzyczeć będzie chłop z manieczek
Nagrany na kompakt - obowiązkowo musi lecieć
W aucie gdzie się wozi ziom
Co mu tata wybudował 3 piętrowy dom
wyszukany, niedostępny jakby jakiś schron
Są na imprezie Ken i Barbi
Barbi co stawia jak wiagra
Ken za ojca hajs się bawi..
Oszukani
myślą, że są elitą
On jest zwykłym dupkiem ona pospolitą dziwką
Chłopcy wysmarowani samoopalaczem
banelowa subkultura pod pieprzonym krawatem
nastoletnie kurwy wytapetowane wycyckane
wracające na czworaka z dyskoteki nad ranem
Plastikowa rura maska na pysku
nie pyskuj
masz tu stówę idź w pizdu - Barbi
Jasteś zajebista laska,
ale za często ustami mlaskasz
Siedzisz chłopakom w oku tak jak w palcu drzazga
Racja (mała) to co mówią na dzielnicy, że masz ładną buźkę
i podszycie spódnicy cycki silikonowe ugniecione
tak, że już opadły na podłogę
musisz nosic specjalne staniki usztywniane
to na głowie naturalny blond
utleniony głąb poskręcane loki
poruszasz się tak pięknie
tylko za szeroko stawiasz kroki
co ty jakbyś prostowała beczki
taki motyw wkręcasz na obroty
nie rozmawiasz z normalnymi kolesiami
całe życie z bogatymi frajerami na tylnym siedzeniu
wożąc dupsko sportowymi samochodami
szczyt ambicji
ty i twoje pojebane podobizny głupie pizdy

Palermo motywuje do samokrytyki
niedziela, 28 lutego 2010
Ogród Nimfetek

Niedługo o nim usłyszycie.
Teraz tam się znajduję. Całą sobą.
Dlatego nie ma mnie dla świata.
sobota, 02 stycznia 2010
Told you I'll be here forever
Jestem najszczęśliwsza, bo mam teraz, Jego, Ją i Jego.
!!!!!!

|
|